Ekspert: Używanie pojęcia "suwerenność" jest kompletną pomyłką

Ekspert: Używanie pojęcia "suwerenność" jest kompletną pomyłką

Dodano: 241
Mateusz Morawiecki i Ursula von der Leyen w Brukseli
Mateusz Morawiecki i Ursula von der Leyen w Brukseli / Źródło: PAP/EPA / STEPHANIE LECOCQ
Ciągle wierzę w premiera Mateusza Morawieckiego, że postawi interes Polski ponad interes partyjny – mówi DoRzeczy.pl prof. Kazimierz Kik, politolog, ekspert w dziedzinie integracji europejskiej, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach.

Damian Cygan: Nasza sytuacja wygląda tak: Polska i Węgry kontra reszta UE. Czy w sporze o praworządność premierzy Morawiecki i Orban mogą liczyć na sukces?

Kazimierz Kik: Jest rzeczą niezwykle niedobrą, jeżeli interesy społeczeństwa stają się zakładnikami interesów partyjnych. A doskonale widzimy, że cały spór w Zjednoczonej Prawicy wokół budżetu UE wiąże się z konfliktem wewnątrz tego obozu i z różnego rodzaju ambicjami niektórych liderów. W związku z tym, jeżeli mamy mówić o jakimś sukcesie, to on nie będzie dotyczył interesów narodowych, tylko co najwyżej politycznych – Morawieckiego w swojej partii, a Orbana w swojej. Z mojego punktu widzenia, jako specjalisty od integracji europejskiej, nie ma absolutnie dylematu, czy Polska powinna podpisać ten projekt budżetu, czy nie. UE jest wspólnotą opartą na zdolności do dialogu i zawierania kompromisów. I nie ma w niej miejsca dla tych, którzy nie potrafią rozmawiać. Natomiast ja ciągle wierzę w premiera Morawieckiego, że on postawi interes Polski ponad interes partyjny.

Politycy wszystkich opcji zawsze mówią, że wszystko co robią, robią dla Polski.

Sytuacja premiera jest niezwykle trudna i to jest dla niego osobisty sprawdzian. Jeżeli podpisze projekt budżetu, to może straci swoją pozycję w ramach kierownictwa Zjednoczonej Prawicy, ale nie straci nazwiska w społeczeństwie polskim, które będzie miało wymierne korzyści z takiej decyzji. Natomiast weto prowadzi do zmarginalizowania Polski i rządu PiS w ramach UE, co zostanie podchwycone przez opozycję. Nastąpi dwustronny atak na koalicję rządową i Morawieckiego osobiście. Do tego włączą się media, nie tylko w Polsce. Finalnie cała sprawa wpłynie na postawę wyborców, którzy poczują się oszukani, bo oddali kierownictwo kraju osobom podejmującym decyzje w oparciu o interesy i stanowiska partyjne, a nie interesy społeczeństwa.

A co z naszą suwerennością?

Używanie w tym kontekście pojęcia "suwerenność" jest kompletną pomyłką. Wchodząc do UE i podpisując szereg traktatów i dokumentów, Polska zobowiązała się do stopniowego przechodzenia – w ramach organizacji międzynarodowej – od tzw. suwerenności bezwzględnej do suwerenności dzielonej – w miarę posuwania się procesów integracyjnych do przodu. Dlatego jeżeli ktoś mentalnie nie jest członkiem UE, a naród i państwo są członkiem UE, to znaczy, że mamy do czynienia z nieprzystawalnością jakiegoś polityka do rzeczywistości, w której znajduje się kraj. Dlatego narażanie interesu ekonomicznego i społecznego Polaków jest wyrazem co najmniej nieodpowiedzialności politycznej. Ja ciągle wierzę, że premier Morawiecki uczestniczy w tej grze, bo musi.

W ostatnich sondażach Polska 2050 wyrasta na trzecią siłę w parlamencie, a Szymon Hołownia cieszy się największym zaufaniem wśród polityków. Dlaczego?

Ponieważ narasta ogromne zmęczenie dwoma największymi adwersarzami, czyli Platformą Obywatelską, która skompromitowała się ośmioma latami swoich rządów oraz Prawem i Sprawiedliwością, głównie konfliktami w tym obozie. W takiej sytuacji wyborcy zaczynają patrzeć w kierunku kogoś trzeciego, kto nie jest stroną w tym bezpośrednim i samobójczym pojedynku między PO a PiS.

Dlaczego na Strajku Kobiet nie zyskuje lewica? Wydaje się, że protesty w sprawie aborcji to dla niej idealna sytuacja, by powiększyć elektorat.

W Polsce nie ma tradycyjnej lewicy. To powinno być ugrupowanie spełniające trzy kryteria: lewicy socjalnej, patriotycznej i częściowo chrześcijańskiej. Jeżeli popatrzymy na dzisiejszą lewicę, to ona nie jest ani chrześcijańska, ani socjalna, ani patriotyczna. To jest lewica progresywna, która w strukturach państwa demokratycznego znajduje się na przedłużonej lewej flance liberalizmu. Dlatego klasycznie pojmowanej przez Polaków lewicy po prostu nie ma.

W klubie PSL doszło do rozłamu. Czy posłowie Kukiz'15 mogą przejść do PiS?

Paweł Kukiz próbował już wielu rzeczy. Jego ruchu już nie ma. On sam nie jest politykiem. Jest zdolnym muzykiem. Oczywiście, że dla zdolnych muzyków jest miejsce w polityce, bo w polityce jest miejsce dla wszystkich, ale polityka weryfikuje. I Kukiz jest muzykiem po weryfikacji politycznej (śmiech). Jego nic nie trzyma ani z programem PSL, ani z elektoratem tej partii. Jemu zależy na trzech-czterech postulatach, które są nie do przeprowadzenia w obecnej sytuacji politycznej, kiedy to duże partie decydują o ordynacji wyborczej. Nie mówię, że propozycje Kukiza są niesłuszne, bo to nie o to chodzi. Są po prostu nierealne. A posłowie Kukiz'15 przyzwyczaili się do bycia politykami i teraz jako bezdomni wejdą pod każdy dach – a jeszcze szybciej pod dach PiS, bo gdzie będą mogli dalej być politykami, jak nie w partii, która ma władzę? Być może Prawo i Sprawiedliwość, kiedy znajdzie się w sytuacji potrzebujących, podejmie próbę realizacji chociaż jednego postulatu Kukiza. Opozycja nie jest mu już w stanie niczego dać. PiS, póki rządzi, może to zrobić, a wtedy Kukiz i jego grupa polityczne odżyje.

Czytaj też:
Fogiel: To prosta droga do rozpadu UE, a tego nikt nie chce

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 241
Czytaj także